Jeśli zadam Ci pytanie, ile czasu przeciętnie na dobę, poświęcasz na sen? Zapewne odpowiesz, że około 8 godzin. No ale co to znaczy sen? Znowu zapewne pomyślisz, że sprawa jest prosta – sen oznacza zamknięte oczy i bycie nieświadomą tego, co dzieje się wokół. A co oznacza bycie na jawie, czy też bycie obudzonym? Odpowiesz, że to stan, w którym spędzasz cały dzień.

No dobrze, ale tak naprawdę, na ile faktycznie obudzona jesteś?

Na ile świadoma jesteś wszystkich tych czynności, które wykonujesz zaraz po tym, jak zadzwonił budzik? Myjesz się, nakładasz krem, jakiś makijaż, ubierasz się, robisz kawę, pijesz tą kawę. Czy jesteś robienia tych wszystkich czynności świadoma, czy też wykonujesz je na auto-pilocie? W głowie przewija się taśma z zupełnie inną rzeczywistością – co masz dzisiaj do zrobienia, z kim się spotkasz, do kogo trzeba zadzwonić, ile maili zostało z wczoraj do załatwienia.

Dlatego do powszechnie znanych faz snu, REM i non-REM, postuluję, by dodać kolejną – fazę pozostawania uśpioną na jawie.

Dotyczy ona każdego i każdej z nas – pytanie istotne dla Ciebie brzmi – ile czasu Ty spędzasz, śpiąc na jawie? Pewnie zdarza Ci się na przykład prowadzić samochód śpiąc na jawie, po jakimś czasie ze zdziwieniem odkrywasz, że właśnie dotarłaś na miejsce, choć w trakcie jazdy byłaś myślami wszędzie indziej tylko nie na tej właśnie trasie, którą jechałaś. Jak to możliwe? Jeśli jest to dla Ciebie już czynność zautomatyzowana, twoja uwaga częściowo monitoruje to, co się dzieje wokół i jeśli zachodzi jakaś zmiana, odpowiednio reaguje, np. gdy wyprzedza Cię jakiś samochód, na chwilę wybijasz się za snu, niestety nie zawsze to działa, ponieważ jak już mówiłam, nie jesteś w stanie kierować swojej pełnej uwagi na dwie rzeczy jednocześnie, możesz jedynie szybko przenosić ją z jednej rzeczy na drugą. Tak więc twoje bezpieczeństwo na drodze zależy od tej szybkości.

Prowadzenie samochodu i prowadzenie rozmowy przez telefon komórkowy jest zabronione, a co z tą rozmową, którą toczysz ze sobą samą w swojej głowie?

Nauczenie się ‘odrzucania’ tej rozmowy, jak odrzucamy przychodzący od kogoś telefon, jest pierwszym krokiem, by się obudzić i by zacząć żyć na jawie. Wszyscy śpimy z otwartymi oczami – pamiętam, jak jedna z moich klientek zdała sobie sprawę, że przez większość czasu, gdy bawi się klockami ze swoim synkiem, myśli o sprawach dotyczących pracy, cały czas jednocześnie jakoś tam komentując, pomrukując do swojego dziecka, tak naprawdę przez większość czasu w tej danej chwili jest myślami zupełnie gdzie indziej. Jaka jest cena którą za to płaci? Jest nią właśnie ta chwila, która dzieje się teraz, ona się już nigdy nie powtórzy. A każda chwila ma swój potencjał – w tym przypadku jest to możliwość zbudowania fajnej relacji ze swoim dzieckiem.

Wszyscy śpimy na jawie i będziemy spać, naszym celem powinno być, byśmy pozostawali bardziej przebudzeni i przez większą część naszego życia na jawie, i szczególnie w tych najważniejszych sytuacjach naszego dnia.

Możemy teraz przeprowadzić razem krótki eksperyment, by doświadczyć, co to znaczy być taka przebudzoną. Spróbuj teraz skierować swoją uwagę na dźwięki, które słyszysz w tym momencie. Przeczytaj ten krótki opis, a potem wsłuchaj się w ciszę, szum, wibrowanie powietrza w pokoju, w którym jesteś. Nie musisz nazywać sobie tych dźwięków, ani ich klasyfikować, skieruj jedynie uwagę na ich doświadczanie, pozwól im dochodzić do Twojej świadomości, pozwól im, by były rejestrowane przez Twoje zmysły. Nieważne jest, co Ci przypominają, nieważne, z czym się kojarzą, pozwól im jedynie być blisko, pozwól im wypełnić tę wielowymiarową przestrzeń, która Cię otacza. Jeśli słyszysz tylko ciszę, wsłuchaj się w nią, pozwól jej otoczyć twoją świadomość, pozwól jej Cię kołysać, pozwól sobie poczuć się w niej jak u siebie, jak w domu.

Zaczynaj…

Mam nadzieję, że ta krótka chwila umożliwiła Ci poczuć, jak to jest być przebudzoną i być tu i teraz. Najlepszym sposobem na to, by być obecną jest pozostawanie w kontakcie z naszymi zmysłami. Poprzez kontakt ze swoimi zmysłami jesteś w kontakcie z tu i teraz. Tak więc jeśli złapiesz się na tym, że śpisz na jawie w kołowrotku swoich myśli, wąchaj, słuchaj, smakuj obserwuj, dotykaj!

Co to wszystko ma wspólnego z przywództwem i dlaczego uważam, że bycie tu i teraz przez możliwe większą część czasu to podstawy budowania swojego przywództwa?

Otóż po pierwsze im więcej czasu spędzasz w stanie uśpienia na jawie, tym mniej jesteś tu i teraz, a na tym oczywiście cierpi twoja efektywność.

Po drugie, w stanie uśpienia na jawie, oddajemy się – szczególnie my kobiety – ulubionej zabawie naszego umysłu, która jest tzw. ruminacja – czyli po polsku przeżuwanie, rozpamiętywania, zamartwianie się o to, co było i minęło, więc i tak się już nieodstanie oraz wszystko to, co złego się może wydarzyć, ale niekoniecznie się wydarzy, więc po co sobie psuć tym nasze tu i teraz? Ruminacja to ciągłe przeżuwanie myśli w rodzaju ‘a co jeśli to się stanie’ lub ‘gdyby tylko to się wtedy nie stało”. Tymczasem bez ruminacji nie ma stresu! Bez ruminacji jesteś szczęśliwą kobietą, w pełni korzystającą z tego, co oferuje Ci życie tu i teraz, co oferuje Ci dana chwila.

A jakim jesteś wtedy liderem?

Przede wszystkim spędzasz większość czasu w chwili teraźniejszej, w kontakcie z ludźmi, zamiast w śnie na jawie, ta teraźniejsza chwila i ci ludzie są dla Ciebie zajmujący, jesteś jej i ich prawdziwie ciekawa, potrafisz wycisz hałas w twojej głowie, nawet jeśli jest hałas wokół Ciebie, rozumiesz, że jesteś wielowymiarowa, nie definiuje Cię kariera czy stanowisko, które zajmujesz, jesteś skoncentrowana, łatwo skupiasz się na rzeczach, które są istotne, rozumiesz, że historie z przeszłości to twoje osobiste wersje tego, co się wydarzyło, a przyszłe plany to tylko potencjalne scenariusze, które mogą się zadziać. Jesteś wolna, czujesz się wyzwolona.

Co to jest mindfulness, czyli UWAŻNA OBECNOŚĆ u lidera? To nie żadna tajemnicza, magiczna siła, to nie charyzma, ani nie manipulacja. To budowanie mostów z innymi ludźmi zaraz po tym, jak najpierw ten most wybudowałaś do samej siebie.

Są trzy ścieżki dla nas kobiet do takiego wyzwolenia –wiodą nas one poprzez zaprzyjaźnienie się ze swoim ciałem, umysłem i sercem. Bycie przyjaciółką dla swojego ciała, to wsłuchiwanie się w to, co ono Ci mówi – czy jeśli Twoja przyjaciółka poskarży Ci się na swoje zdrowie, to Ty to zignorujesz? Nie, wręcz przeciwnie, dlatego, jeśli Twoje ciało mówi Ci, że potrzebuje ruchu, idziesz na spacer, gdy mówi Ci, że potrzebuje powietrza, otwierasz okno, gdy twoje oczy zauważają ogród pełen pięknych róż, wciągasz powietrze w nozdrza, wdychasz ich zapach. Od ciała wszystko się zaczyna. Potem czas na umysł. Kiedy Twoja przyjaciółka popada w spirale samokrytycyzmu, siedzisz i przytakujesz i dajesz jej nowe argumenty, by mogła jeszcze bardziej się zdołować? Nie. Więc gdy Twój umysł popada w spiralę ruminacji i negatywizmu, bierzesz oddech i spokojnie, z troską mówisz do siebie: kochana, jest całe mnóstwo rzeczy, które zrobiłaś dobrze i z których możesz być dumna. I teraz czas na Twoje serce, na to, by wsłuchać się, co ono Ci mówi, jak się czuje, jakich emocji doświadcza, bycie świadomą swoich emocji i odpowiednie wyrażanie ich jest oznaką inteligencji emocjonalnej, nie słabości.

Kiedy wsłuchujesz się w swoje ciało, umysł i serce, zamiast bezustannie w myślach przemawiać do swojego życia, pozwalasz życiu mówić do Ciebie. I w ten sposób, pozostając z nim w przyjaźni, zaczynasz swojemu życiu przewodzić.