Możliwość bycia autentyczną dla kobiety-liderki to fantastyczna rzecz. Kojarzy się z wolnością, z funkcjonowaniem na głębokim wdechu, z otwartymi ramionami – jeśli mogę zachowywać się prawdziwie, pokazywać w interakcjach z ludźmi siebie prawdziwą, to czuję się sobą, niczego nie udaję, niczym się nie ograniczam, nie cenzoruję siebie, nie monitoruję swoich zachowań w odniesieniu do tego, co myślą o mnie inni. To taka wolność w czystym wydaniu. Wydaje się jednak również, że autentyczność to bardziej przywilej niż jakaś charakterystyczna stała, typowa dla kobiet-liderek. Dla wielu z nas bycie prawdziwą stanowi wyzwanie. Po pierwsze dlatego, że nie jesteśmy pewne, kto to jest ta prawdziwa ja.

 

Jak się tego dowiadywać? Zacznijmy od pierwszego kroku, a jest nim pozwolenie sobie na doświadczanie emocji.

 

Czy kobieta-liderka może sobie na to pozwolić?

 

Doświadczanie swoich własnych uczuć jest w istocie odkrywaniem nieznanych elementów własnego ja.

 

W naszej zawodowej codzienności mamy naprawdę tysiąc powodów, by nie doświadczać w pełni tego, co czujemy i co przeżywamy. Te powody to często sprawy wywołane jakimiś sytuacjami społecznymi. W związku z nimi przeżywanie swobodne i pełne naszych uczuć może się nam wydawać niebezpieczne, ryzykowne, grozi na przykład odrzuceniem, albo osądzeniem, czy w przypadku kobiety w roli przywódczej – ośmieszeniem. To może dotyczyć całej gamy emocji od poczucia zranienia, żalu, zazdrości, złości, aż do tych przyjemnych takich jak duma, satysfakcja, szczęście. Bo te przyjemne też mogą z różnych względów być ryzykowne – możemy się obawiać wtedy zazdrości, mieć poczucie winy, że my jesteśmy zadowolone, a naszej znajomej się źle wiedzie, albo głos z tyłu głowy może mówić nam, że ok, teraz czuję się spełniona, ale na pewno długo to nie potrwa. Jeśli mam to odczucie zadowolenia z siebie utracić, to lepiej już teraz się mu tak całkowicie nie poddawać, bo jak minie, to sobie z tą utratą nie poradzę. Więc już teraz wolę nie pozwolić sobie w pełni, swobodnie go odczuwać.

 

Tak więc, uwikłane w swoje rozmaite kompleksy, niepewności, wątpliwości co do swojej wartości, mamy milion powodów każdego dnia, by nie pozwalać sobie czuć w pełni tego, co czujemy. I my to robimy. Robimy to nagminnie. Jednym z najbardziej błahych powodów, dla którego nie pozwalamy sobie na doświadczanie emocji, jest zwyczajny brak czasu, nasza zajętość, a przez to brak możliwości poświęcenia uwagi samej sobie.

Jaki jest tego efekt?

Otóż najpoważniejszą konsekwencją tego jest to, że w ten sposób uniemożliwiamy tak naprawdę sobie doświadczania siebie. Im więcej tego robimy, tym bardziej tracimy ze sobą kontakt, przez to krok po kroku przestajemy w ogóle czuć siebie, a to oznacza, że po jakimś czasie już w ogóle nie wiemy, kim jesteśmy.

 

Dlaczego? Ponieważ funkcję emocji w naszym życiu można sobie wyobrazić trochę tak jak żeglowanie z kompasem w ręce. Wyobraź sobie, że jesteś kapitanem statku, stoisz na mostku i kierujesz swój statek do celu. Wokół Ciebie nic tylko woda, ocean życia. W którą stronę masz skierować ster, jeśli nie popatrzysz na kompas? Podróżowanie po oceanie bez kompasu jest niemożliwe, możesz jedynie dryfować w różne kierunki i liczyć na szczęście, czyli że na przykład napotkasz może jakiś inny statek, który wskaże Ci najbliższy port, ale czy to będzie Twój cel? Czy to do tego portu chciałaś teraz popłynąć? Może jesteś w Kapsztadzie, a marzył Ci się Przylądek Horn?

 

Kiedy zaczynasz pozwalać sobie doświadczać swoich uczuć, wszystkich pojawiających się w Tobie organicznie emocji – świadomie, otwarcie, bez defensywności, wówczas doświadczasz samej siebie, w pełnym bogactwie swojej autentyczności. Wtedy stajesz się tym, kim naprawdę jesteś.

 

Ponieważ prawdziwe ja jest czymś, co najlepiej odkrywa się we własnym doświadczeniu. Nawet jeśli jest to nieprzerwanie zmieniający się potok doświadczeń, a zwykle tak właśnie jest. Im bardziej jesteś na nie otwarta, gotowa na ich przeżywanie, tym szybciej zaczynasz też zauważać w nich pewien porządek, jedność, harmonię. W ten sposób coraz bardziej stajesz się sobą.

 

Jak to robić w praktyce? Otóż, jeśli słysząc zdanie w rodzaju „otwórz się na swoje emocje, pozwól je sobie doświadczać”, czujesz się zagubiona, wydaje Ci się, że nie wiesz, o co chodzi, albo może jesteś przerażona, bo boisz się, że stanie się wtedy coś strasznego, kiedy pozwolisz sobie na doświadczanie swoich emocji, zacznij od … ciekawości. Ciekawości siebie.

 

Może w ostatnim czasie jest jakaś emocja, której doświadczasz często, to odczucie się powtarza, może jest to na przykład smutek? Bądź ciekawa tego smutku, nie ignoruj go, nie odganiaj go od siebie, jak brzęczącą muchę, która jest nieważna i irytująca. Zrób coś odwrotnego – poczuj go na tyle, na ile możesz sobie pozwolić. Jak to jest, kiedy jesteś smutna? Gdzie czujesz swój smutek? Zamknij oczy, bądź chwilę ze swoim smutkiem – co on chce Ci powiedzieć? Co mówi Ci o tym, czego teraz potrzebujesz? Co mówi o tym, do jakiego portu chciałabyś popłynąć, do jakiego celu dążyć? Co on mówi Ci o tym, kim jesteś? Co mówi o tym, kim jesteś jako lider?

 

A może tą emocją doświadczaną przez Ciebie często ostatnio jest radość? Jak to jest, kiedy jesteś radosna? Kim jesteś w tej radości? Gdzie Twoja radość Cię prowadzi? Co ta radość mówi o Twoim przywództwie? Bądź tego ciekawa.

 

I tak właśnie za każdym razem, kiedy będziesz doświadczać czegoś, co będzie Ci się wydawało istotne – choć prawda jest taka, że wszystko, czego doświadczasz, jest istotne – mobilizuj swoją ciekawość i zadawaj sobie pytanie, co dzięki temu doświadczeniu teraz wiem o sobie?

 

W ten właśnie sposób możesz odkrywać siebie, a przez to stawać się sobą. Autentyczną kobietą-liderką.